Zmiany, parę słów wyjaśnienia, co dalej z blogiem i poradnikami?

08/10/2012 – 23:48

Witam wszystkich.

Na sam początek, jestem winny wielu osobom kilka wyjaśnień. Moja cała strona (czyli zarówno blog jak i wszystkie poradniki), były przez ostatnie kilka dni niedostępne. Było to spowodowane wyłączeniem serwera, na którym stała cała strona. Aktualnie przesiadłem się na płatny hosting, z którego – póki co – jestem zadowolony. Jaki? Na razie nie będę się wypowiadać, aby nie zapeszyć (chociaż prawda jest taka, że ten kto będzie chciał, bez problemu się dowie :)).

Kolejna sprawa to zgłaszane do mnie od bardzo długiego już czasu, błędy w poradniku Debiana dla początkujących jak i innych moich poradnikach, dostępnych na tej stronie. Błędy były różne, począwszy od interpunkcyjnych, skończywszy na merytorycznych. Dochodziła do tego bardzo duża liczba nieaktywnych linków, szczególnie odnoszących się do forum debian.linux.pl. Powodem nieaktywnych linków była zmiana skryptu forum na wspomnianej stronie, przez co stare linki po prostu wygasły. Wiem, wiem, było to bardzo dawno temu.

Dlaczego dopiero teraz robię aktualizację? Z dwóch przyczyn. Pierwszą z nich jest czas. Wcześniej, tj. parę miesięcy temu, nie miałem go za wiele, było mi naprawdę trudno wygospodarować chociaż parę chwil na poprawę linków. Drugim powodem tak późnej aktualizacji jest… mój dawny serwer. Niestety z kilku powodów, których nie będę tutaj wymieniać, straciłem dostęp do serwera (ale nie do WordPressa! nie mylić zagadnień!). Prawdę mówiąc, już około 3 miesiące temu miałem przygotowane poprawione wersje poradników, ale nie miałem jak ich wrzucić na serwer. Minęło trochę czasu, dostępu dalej nie miałem, serwer zrobił „out”, a ja wreszcie jestem na swoim (co prawda nie jest to darmowy interes, ale też nie płacę średniej krajowej za hosting).

Chciałbym powiedzieć jeszcze parę słów na temat dodawania nowych wpisów, czy aktualizowania poradników, albo chociażby pisania nowych.

Wiele razy wspominałem w swoich wpisach, że w jakimś niedługim czasie napiszę coś nowego, rozwinę dane zagadnienie, stworzę nowy poradnik, etc. Nie brakowało również informacji o ewentualnym przepisaniu całego poradnika na nowo, rozszerzenie go, itd. Mówiłem (pisałem) swoje, a robiłem i tak swoje. Teraz chciałbym to wszystko wyprostować.

Z przykrością muszę stwierdzić, po wielu obiecankach oraz miesiącach bez aktualizacji czy nowych wpisów, że nie mam czasu na dalsze, regularne pisanie. Każdy z nas ma wiele obowiązków – rodzinę, studia, pracę, etc. Są na świecie sprawy ważne i ważniejsze. Ja akurat nie mam zamiaru spędzić prawie całego życia przy komputerze. Nie ukrywam, że dawniej miałem większą smykałkę do pisania wpisów, chociażby z informacją o patchach do fglrx’ów, a teraz po prostu mi to minęło. Podobnie z poradnikami. Czy to źle? Uważam, że nie.

Uwaga, teraz nastąpi fragment trochę/dość/bardzo samolubny. Jeżeli nie lubisz czytać czyjegoś zachwalania, opuść poniższe dwa akapity.

Uważam, że moim udzielaniem się na forach (szczególnie na debian.linux.pl) oraz poprzez napisanie naprawdę sporej liczby poradników (poradników, które naprawdę się ludziom podobały i były im pomocne), udało mi się spłacić dług społeczności open source, w szczególności Debiana. Nigdy nie robiłem tego aby być popularnym, lubianym, czy rozpoznawalnym. Nie. Pisałem bo bardzo to lubiłem, cieszyło mnie to (i nadal mnie cieszy) kiedy mogłem/mogę komuś w czymś pomóc. Do dzisiaj dostaję e-maile z podziękowaniami za poradnik, co mnie naprawdę cieszy. Przychodzi jednak taki czas, kiedy pewne rzeczy trzeba oddać w ręce młodszemu/innemu pokoleniu. Mam tutaj na myśli głównie udzielanie się na forach, czy publikowanie poradników, artykułów, etc. Teraz gdziekolwiek spojrzeć, jest pełno poradników (również wartościowych). To już nie te czasy, kiedy kernel o numerku 3.0 nikomu się nie śnił (wszak był dopiero 2.6 z kawałkiem!), kiedy implementacja fglrx była mniej wydajna od mesy, czasy, w których XGL wywołało burzę w Internecie, kiedy Beryl z Compizem gryźli się jak dwa głupie dobermany, albo kiedy wydano pierwszą wersję Ubuntu… Teraz znajdziemy 100 poradników na temat instalacji Debiana, a nie jak kiedyś – może kilka/naście. Teraz trudno się obeznać we wszystkim, raczej trzeba się skupić na konkretnych rzeczach, a pole do popisu, należy zostawić tym, którzy naprawdę mają wiele czasu i dobre chęci (bo bez tego zamiast otrzymać porządne HowTo otrzymamy stek bzdur).

Nie mam po prostu tyle czasu teraz, aby znowu tworzyć jak kiedyś – przeglądać kilka for na raz, pomagać w każdym temacie, w którym się tylko da, itd. Często w życiu są przecież sprawy o wyższym priorytecie niż wszystkie pozostałe. Aczkolwiek uważam, że nikt nie może mi wypomnieć, że niczego nie zrobiłem, albo nikomu nie pomogłem, aby chociaż trochę odwdzięczyć się społeczności za możliwość przebywania w świecie open source.

Nie odbierz tego jako mojego pożegnania – nic z tych rzeczy. Strona nadal będzie, wszelkiej maści dostępne tutaj materiały dalej będą dostępne publicznie (i za darmo ;)). Nie zamierzam posłać tego wszystkiego w /dev/null. Chcę jedynie skończyć z obiecywaniem typu „poprawię to w ciągu tygodnia”, albo „napiszę o tym niedługo”, czy „niedługo nowy poradnik”, itd. Nie chcę niczego obiecywać. Nie mówię, że nie będę nic pisać – bo może będę. Wpisy na blogu pewnie będą się pojawiać co jakiś czas, ale raczej na pewno nie tak często jak kilka lat temu (chociaż, kto to wie…). Ale sama strona i wszystkie treści na pewno nie znikną, czy to za pół roku, rok, dwa.

Jeżeli zostanie do mnie zgłoszony jakiś błąd w poradniku, to nie mówię, że go nie poprawię. Poprawię, ale nie wiem kiedy. Postaram się jak najszybciej, ale gwarancji nigdy nie dam. Tak samo chciałbym powiedzieć, że nie mam w planach napisania nowego poradnika, czy przepisanie na nowo i/lub rozszerzenie aktualnego. Zdaję sobie sprawę, że jest on w niektórych kwestiach nieaktualny, niemniej cieszy mnie fakt, że nadal wiele osób znajduje w nim chociaż garstkę pożytecznych informacji. Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej.

Reasumując. Strona wraz z całą zawartością nie leci w /dev/null, jak również i ja nie wylatuję stąd w kosmos. Blog chcę traktować  jako… blog. Nie o nowościach technicznych, nie o nowej wersji sterowników, ale po prostu jako blog – w celu podzielenia się z innymi moimi ewentualnymi spostrzeżeniami (o ile uznam, że jest sens dzielić się danymi głupotami ;)). A poradniki niech zostaną takie jakie są. Jeżeli ktoś nawet za 5 lat znajdzie w nich coś pożytecznego, będzie to powód do uśmiechu :).

Już kończę, już kończę – tylko jeszcze krótko o innych zmianach na stronie.

Z racji przeniesienia strony na nowy hosting, proszę o informacje o ewentualnych problemach, np.: z brakiem dostępności do niektórych treści (np. 404), albo wolnym działaniem strony. Uwagi możesz kierować w dowolnym wpisie w komentarzach, lub wysłać mi informację na bardziej komunikatywny strumień.

Rozważałem zmianę szaty graficznej bloga, ale uznałem, że taka jaka jest teraz, jest w sam raz (prosta i czytelna). Ewentualnie może kiedyś dodam przełącznik kontrastu, aby w nocy nikogo nie razić dużą ilością bieli.

Być może przeniosę poradniki jak i bloga na sub-domeny. Jeżeli to zrobię, to przez jakiś czas pozostawię aliasy na nowe sub-domeny.

Zaktualizowałem również wszystkie strony WordPressa, tzn. /home/kaka, Kontakt, Mój wkład w Debiana i Linuksa. Dodałem również stronę „Dotacja – wsparcie„, dla tych którzy nie wiedzą jak postawić mi przysłowiowe piwo za… za cokolwiek.

Dzięki za dotrwanie do końca wpisu!

aloha!

Nowy nabytek – WD7500BPKT. Szybki potwór czy mit producenta?

03/05/2012 – 00:30

Ostatnimi czasy dotknął mnie brak wolnego miejsca na dysku twardym. Nie byłoby problemu, gdyby nie fakt, że większość miejsca nie zajmowały mi pliki prywatne (zdjęcia, muzyka, etc.), lecz wiele nowych programów, bez których niestety się nie obyłem. Doszło do tego kilka maszyn wirtualnych oraz serwery bazodanowe do testów i pracy.

W kraju kryzys, więc fundusze skromne. Wydawać by się mogło, że najlepszym rozwiązaniem byłoby kupno taniego dysku przenośnego (zewnętrzny na port USB), których za przyzwoitą sumę aż roi się w sklepach, a przy tym można dostać dość pokaźny zapas miejsca (nawet 500 GB w kwocie do ~250 zł). Niestety w takiej cenie otrzymujemy również dwie poważne wady (subiektywnie!):

  • dysk zewnętrzny, czyli przenośny, w moim przypadku nijak ma się do „przenośności”, bowiem latanie w tę i we w tę nie dość, że z laptopem to jeszcze dyskiem zewnętrznym i dodatkowym okablowaniem, nie spełnia u mnie kryteriów mobilności,
  • w takiej kwocie, nawet jeśli skusimy się na mniej pojemny dysk, raczej z trudem wyrwiemy `coś` co ma 7200 RPM; innymi słowy, taki dysk będzie dość wolny (nie wspominając już o porcie USB), tak więc używanie na nim maszyny wirtualnej czy jakiegoś serwera SQL również mija się z celem.

Siłą rzeczy, zostałem zmuszony do wymiany swojego aktualnego dysku w notebooku na coś większego. Standardowy HDD dostarczony z laptopem to zwykła masówka Toshiby (320 GB, 5400 RPM, 8 MB cache’u). Nowy nabytek w postaci 500 GB zaspokoił by mój brak miejsca, ale na jak długo? Uznałem, że nie warto wydawać X zł za 500 GB, jeśli za rok znowu zabraknie mi miejsca, kiedy aktualnie niewiele dopłacając, dostanę około 750 GB.

Zacząłem więc szukać dysku o pojemność 750 gigabajtów. W grę wchodziły tylko dyski WD i Seagate. Znalazłem kilka perełek, ale znowu natknąłem się na dylemat. W zasięgu mojej kwoty znalazł się hybrydowy dysk Seagate’a  SSD Momentus XT o wielkości 500 GB. Hola, hola, ale przecież 500 GB miało być za mało? Dlaczego zatem rozważałem ten dysk? Ano ze względu na hybrydę. Producent do standardowych ~500 GB dołożył 4 GB pamięci SSD, która – wedle zapewnień Seagate’a i praktycznie wszystkich sklepów – miała wpłynąć diametralnie na osiągi tego dysku. No i faktycznie, testy nie kłamały. Jednakże poza przyśpieszeniem uruchamiania najczęstszych programów jak i samego systemu, nie zobaczymy żadnej różnicy, chociażby w kopiowaniu plików. Zakup tego dysku dalej by mnie męczył, gdyby nie opinie użytkowników o awaryjności. Przeglądając Google’a nie trudno o znalezienie bardzo wielu przypadków awarii dysków z tej serii. Wadliwość tej serii dostatecznie mnie odrzuciła, przez co na pierwszym planie pozostał tylko WD.

W przypadku WD nie znajdziemy w ofercie dla notebooków dysków hybrydowych. No cóż, szkoda. Znajdziemy za to coś, co na pewno zrekompensuje brak kości SSD – gwarancję. WD daje nawet 5 letnią gwarancję na (bodajże) większość dysków z serii Scorpio Black/Blue, kiedy Seagate tylko rok/dwa. Coś tutaj nie gra. Czyżby Seagate faktycznie był świadomy aż tak marnego wykonania swoich dysków? To pytanie pozostawię do Twoich przemyśleń.

Przeszukując gamę produktów WD zdecydowałem się na wybranie dysku WD7500BPKT z serii Scorpio Black. Dysk o pojemności 750 GB z Advanced Format osiąga prędkość obrotową 7200, wspomagany cache’m o pojemności 16 MB. Co ciekawe, dysk ten można wyrwać nawet za 380 zł, co czyni go – w mojej opinii – sporą konkurencją dla wielu dysków przenośnych.

Niestety jedna z jego zalet, dla większości użytkowników będzie wadą – Advanced Format (czyli zaawansowany format danych). W skrócie rzecz ujmując, producent zwiększył wielkość jednego sektora z 512 bajtów na 4096 bajtów. Więcej o AF możesz przeczytać np.: na Wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Advanced_Format. Problem polega na tym, że większość programów do partycjonowania może (ale nie musi!) źle utworzyć partycje na dysku, co – nawet w skrajnym wypadku – może obniży wydajność dysku z 100 MB/s do rzędu kilku MB. Więcej o Advanced Format i w jaki sposób poprawnie utworzyć partycje na dysku, postaram się napisać w kolejnym wpisie.

Dysk zamówiłem, ale i tutaj nie obyło się bez problemów. Do sklepu towar powinien był zostać dostarczony po 3 dniach od złożenia przeze mnie zamówienia, a dotarł… Po półtorej tygodnia. W dodatku z uszkodzoną głowicą… Szkoda pisać o tych przebojach. Zerwałem umowę ze sklepem, odzyskałem pieniądze i zamówiłem w innym sklepie.

Poza dyskiem kupiłem również obudowę na dysk 2,5″. Po co? Aby ten starszy dysk w niego wpakować. Nie, nie będę go używał jako typowego zewnętrznego i wszędzie z nim latał. Po pierwsze – aby szybko przenieść wszystko na nowy dysk, a po drugie – posłuży mi on jako miejsce na backup bardzo ważnych plików. Typową chińską obudowę wraz z podwójnym kablem USB można dostać za ~30 zł.

Z racji, że mój laptop nie posiada miejsca na dwa HDD, zostałem zmuszony do przeniesienia wszystkich plików znajdujących się na starym sprzęcie, do nowego WD. Wpierw jednak musiałem poprawie utworzyć nowe partycje. Trochę się nababrałem. GParted poprawnie utworzył partycje, zgodnie z Advanced Format, niemniej i tak trzeba to sprawdzić samodzielnie, analizując sektory dysku.

Z racji, że nie poradziłem sobie z przeniesieniem Debiana na nowy dysk, musiałem go zainstalować ponownie, tak samo jak mój samochód pali mi 15l gazu… Oczywiście żartuję (i z tym pierwszy, jak i z drugim) ;-). Przeniesienie jakiejkolwiek dystrybucji Linuksa na inną partycję i/lub dysk jest banalnie proste. Dwa najprostsze i najszybsze rozwiązania to:

  • przekopiowanie bit po bicie partycji za pomocą dd,
  • skopiowanie plików systemowych z zachowaniem praw dostępu za pomocą cp.

Ja wybrałem to drugie rozwiązanie, gdyż w przypadku pierwszego jest troszeczkę więcej roboty i potrwa ono dłużej (dd kopiuje wszystkie bity, czyli również te, na których nie znajdują się żadne pliki). Po przekopiowaniu wszystkich plików systemowych i osobistych, poprawieniu /etc/fstab oraz ponownym zainstalowaniu GRUB’a przez chroot’a, przyszła pora na pierwsze uruchomienie systemu na nowym dysku.

Z wcześniejszym dyskiem Debian do KDM uruchamiał mi się około 24 sekund. Nie spodziewałem się dużej różnicy na nowym WD, ale wynik przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Do menadżera logowania system uruchamia się w niecałe 12 sekund. To praktycznie dwa razy szybciej. Wyłączając większość usług i kompilując samemu jądro sądzę, że doszedłbym do wyniku jakiś 6 sekund do Fluxboksa. Może kiedyś przeprowadzę taki test.

Nie tylko podczas uruchamiania systemu widzę różnicę. Praktycznie każdy program uruchamia się szybciej (chociaż nie jest to już wynik dwukrotnie lepszy), a Debian i KDE działają płynniej. Mały „benchmark”:

root@debian:/home/kaka# for i in `seq 4` ; do hdparm -tT /dev/sda ; done

/dev/sda:
Timing cached reads: 3138 MB in 2.00 seconds = 1570.08 MB/sec
Timing buffered disk reads: 346 MB in 3.01 seconds = 114.76 MB/sec

/dev/sda:
Timing cached reads: 3584 MB in 2.00 seconds = 1793.64 MB/sec
Timing buffered disk reads: 350 MB in 3.01 seconds = 116.25 MB/sec

/dev/sda:
Timing cached reads: 3228 MB in 2.00 seconds = 1615.55 MB/sec
Timing buffered disk reads: 362 MB in 3.01 seconds = 120.19 MB/sec

/dev/sda:
Timing cached reads: 3150 MB in 2.00 seconds = 1576.03 MB/sec
Timing buffered disk reads: 348 MB in 3.01 seconds = 115.62 MB/sec
root@debian:/home/kaka#

Poprzedni dysk przy odczycie nie przekroczył bodajże 70 MB na sekundę. WD jak widać radzi sobie nieźle.

Reasumując: WD7500BPKT jest bardzo dobrym dyskiem i wartym polecenia, głównie ze względu na dość niską cenę, sporą pojemność, bardzo dobrą wydajność (jeżeli bierzemy pod uwagę segment dysków 2,5″ dedykowanych do laptopów) oraz – co również jest bardzo ważne – 5 letnią gwarancją producenta. Polecam przejrzenie benchmarków dysków do notebooków – WD7500BPKT znajduje się w ścisłej czołówce. Jeżeli myślisz nad dyskiem przenośnym, ale będziesz od niego wymagał dobrej wydajności, rozważ kupno tego samego dysku co ja i umieść go w zewnętrznej obudowie (którą dostaniesz bardzo tanio). Nie przerażaj się również zaawansowanym formatem danych. Utworzenie partycji w odpowiedni sposób tak naprawdę nie jest niczym trudnym. Tak jak wspominałem wcześniej, postaram się napisać wpis na ten temat.

ATI Fglrx 11.10 już dostępne, ale…

04/11/2011 – 21:54

ATI wydało wersję 11.10 sterownika FGLRX, niemniej w dość „cichy” sposób. Mianowicie na stronie producenta, w momencie przebrnięcia przez wybór sterowników, zostaje nam podany link do starszej wersji – 11.9.  Aby pobrać najnowszą wersję wystarczy odwołać się do nowego wydania poprzez adres URL, np.:

http://www2.ati.com/drivers/linux/ati-driver-installer-11-10-x86.x86_64.run

Uwaga! Sterownik w wersji 11.10 nadal NIE WSPIERA X.Orga w wersji 1.11. Co prawda można zbudować moduł, nawet uda się go poprawnie załadować do jądra, jednakże X Server będzie działać bardzo niestabilnie.

Motorola Defy dla „zwykłego użytkownika”

03/10/2011 – 15:05

W drugiej połowie lipca kupiłem nowy telefon – Motorlę Defy. Wybór padł tylko i wyłącznie na Androida – dlaczego? Jabłuszko jest za drogie, a żaden inny telefon (tj. z innym systemem operacyjnym) nie spełnia kryteriów prawdziwego smartfona.

Dlaczego Motorola? Moim głównym kryterium wyboru nowego telefonu było… Jak najbardziej stabilne i bezproblemowe działanie telefonu, bez jakichkolwiek modyfikacji – out of the box. Moje wcześniejsze doświadczenia ze Spicą nauczyły mnie jednego: praktycznie większość „super modyfikacji” dostępnych na różnych stronach i forach są g…uzik warte. Tylko nieliczne modyfikacje są warte uwagi, ale i tych trzeba używać z rozwagą.

Kolejne kryterium? Jakość wykonania względem ceny jak i wydajności. W cenie do 1000 zł znalazły się u mnie tylko dwa smartfony: Samsung Galaxy S i Motorola Defy. Wydajność? Porównywalna (ok, ok, eS-ka trochę wygrywa). Cena? S droższy o około 150 zł. Jakość wykonania? Niezaprzeczalnie Motorola Defy.

Tak właściwie – dlaczego w ogóle nowy telefon? Ze Spicy byłem „niby” zadowolony. No właśnie, „niby”. Pierwszy aspekt: wydajność. Samsung 5700 nią niestety nie grzeszy, a fatalna jakość sterowników Samsunga po prostu dobiła ten telefon. Brakowało mi przede wszystkim wielozadaniowości – kilku/nastu programów uruchomionych na raz. Komunikator (często nawet dwa), przeglądarka internetowa, odtwarzanie muzyki/filmu, przeglądanie plików tekstowych (ewentualne ich tworzenia), GPS, no i jak na Androida przystało – częste aktualizacje aplikacji w tle. Takiej wielozadaniowości Spica niestety nie była w stanie znieść. Zresztą – czego oczekiwać po telefonie z niskiej półki cenowej? 5700 jest świetnym urządzeniem aby zapoznać się z możliwościami Androida. Oczywiście telefon ten nadaje się do dłuższego używania, ale bez próby wyciągania z niego siódmych potów. Słaby procesor, bardzo mało pamięci RAM zdyskwalifikowało u mnie Spicę do dalszego używania.

Drugi aspekt jest dość trywialny, wręcz dziecinny. Nie potrafiłem wrócić do starszego oprogramowania, które – mimo wszystko – działało najstabilniej. Po wyjściu rzekomej super modyfikacji zwiększającej wydajność telefonu o 300%, nie potrafiłem nie sprawdzić jej. Często kończyło się to problemami i ogromną stratą czasu.

Okej, kupiłem Motorolę i co? To właśnie, że działa ona tak jak oczekiwałem (poza jednym mankamentem – ale o tym za chwilę). Telefon jest naprawdę wydajny jak na swoją półkę cenową. Z taką ilością aplikacji jaką przedstawiłem wyżej, Defy radzi sobie znakomicie. Komórka została bardzo solidnie wykonana – o czym kilkakrotnie miałem okazję się już przekonać (mimo kilku niefajnych przygód, Defy nie ma ani jednej rysy na ekranie). Jak zapewnia producent – woda również jej nie straszna (co potwierdzam).

Ponadto przydatnymi bajerami są czujnik zbliżeniowy i natężenia światła – bardzo ułatwia życie.

Wspomniany mankament? Telefon gryzie się z Google Maps, których niestety często używam. Efektem jest zawieszenie się systemu i jego restart. Problem jest bardzo dobrze znany w sieci, choć nie na wszystkich modelach Defy występuje. Motorola nie przyznaje się do błędu, przez co brak jakiejkolwiek poprawki. Jedynym rozwiązaniem jest zrootowanie telefonu i dokonanie malutkiej modyfikacji plików systemowych.

Poza tym komórka (ale znowuż to nie wszystkie modele) jest w stanie nagrywać filmy w jakości HD, czego również nie udostępnił producent (aczkolwiek znowu kłaniają się modyfikacje). Przykry jest również brak aktualizacji do Androida w wersji 2.3.x, chociaż szczególnie mi to nie przeszkadza.

Innych problemów nie doświadczyłem, co i tak jest dość sporym sukcesem, bo niestety mało, który telefon z Androidem, „standardowo” nie doświadcza większej ilości problemów.

Podsumowując: dla mnie smartfon to urządzenie, które ma zawsze i stabilnie działać out of the box, ma być odporne na głupotę ludzką (patrz: jakość wykonania), musi działać szybko, nawet z wieloma uruchomionymi aplikacjami – a Motorola Defy znakomicie spełnia te kryteria. Polecam ten telefon wszystkim osobom, które szukają w miarę taniego, dobrze wykonanego, stabilnego i wydajnego telefonu, tym bardziej, że cena tego smartfonu pewnie już spadła.

Szybka zmiana jakości zdjęć

01/10/2011 – 22:30

Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat.

Przykładowa sytuacja: wypad rodzinny, pstrykasz dość sporo zdjęć, ślepo obiecujesz wysyłkę zdjęć na e-maile osobom z rodziny, a gdy dochodzi co do czego, zdjęć jest sporo i drugie tyle ważą. Dla Ciebie jakość zdjęć (a co za tym idzie – waga) nie stanowią problemu. Problem zaczyna się gdy serwer pocztowy zwraca błąd w postaci za dużego załącznika. Zbyt dużej ilości zdjęć również nie chce Ci się pakować w osobne paczki i wysyłać w kilku e-mailach.

Najprostsze rozwiązanie? Zmniejszyć jakość zdjęć, do takiego poziomu, który wystarczy `zwykłym użytkownikom`. Dla zmniejszenia wagi warto również zmniejszyć rozdzielczość zdjęć (osobiście jednak tego nie preferuję).

Narzędzi do jakże dwóch prostych czynności wymienionych powyżej, jest dość sporo – do wyboru, do koloru. Ja osobiście wpierw natknąłem się na mogrify i przy tym zostałem. Przykład:  masowa zmiana jakości zdjęć:


mogrify -quality 75 *.jpg

 

Prawda, że proste? Nie problem skorzystać również z konkretnych wyrażeń regularnych. Mogrify jest programem konsolowym!

Dokumentacja mogrify jest krótka i treściwa – polecam zajrzeć. Dla fanów graficznych rozwiązań polecam pogrzebać na Google w poszukiwaniu nakładek graficznych/samodzielnych programów. Jeden z ciekawszych to Phatch (obsługujący `dodatkowe efekty`).

Android – swap na karcie pamięci. Warto czy nie?

04/08/2011 – 23:07

Android słynie z wielu modyfikacji. Są one szczególnie pomocne w momencie kiedy producent danego telefonu, potrafi porządnie skopać swój własny model, lub w momencie kiedy brakuje nam czegoś w systemie, a co jest nam koniecznie potrzebne, a producent nie kwapi się o żadną aktualizację.

Użytkując swój dawny telefon, Samsung Galxy Spica, doszedłem do wniosku, że nie jest to wcale aż tak tragiczny model, jak niektórzy to określają (ale o tym kiedy indziej). Niewiele rzeczy brakowało mi w Spicy, patrząc na niego jak na swój pierwszy smartfon z Androidem.

Niemniej, przede wszystkim brakowało mi wolnej pamięci RAM. Po uruchomieniu komórki, w Spicy zostawało dla mnie średnio 70 MB pamięci RAM, co w bardzo szybkim tempie potrafiło zejść nawet do 20 MB. Niby 20 MB zostało, jednakże przy takiej ilości Android traci swoją wielką zaletę – płynność i wielozadaniowość. System po prostu zwalnia i to dość porządnie.

Rozwiązań jest wiele. Nie katować telefonu dużą ilością aplikacji uruchamianych w krótkim czasie i przełączaniem się między nimi, nie uruchamiać zbyt wielu daemonów, pozostawiając tylko te konieczne, lub po prostu skorzystać ze swapu.

Swap w przypadku Androida działa trochę inaczej niż na dystrybucjach Linuksowych. Przede wszystkim, w swap (zazwyczaj) nie jest wrzucana zawartość pamięci aktualnie działającej aplikacji, lecz aplikacji uśpionych. Co to oznacza w praktyce? Przy założeniu, że mamy zajęty cały RAM przez aplikacje A, B, C, D, a chcąc uruchomić aplikację X, która wymaga tyle pamięci co A i B razem wzięte, Android wpierw przerzuci zawartość pamięci programów A i B z RAM-u do swap, a dopiero potem załaduje do RAM-u aplikację X. Działa to tak, a nie inaczej, głównie ze względu na inne zarządzanie pamięcią przez Androida.

Zaletą takiego zrzucania aplikacji do swapu jest to, że nowo uruchomiona aplikacja nie straci swojej wydajności, gdyż wszelkie potrzebne dane będą w ramie, co w szczególności widoczne jest w przypadku gier, bądź innych programów obciążających komórkę (przeglądanie ciężkich stron Internetowych, Flash, etc.). W momencie jeżeli będziemy chcieli ponownie wrócić do aplikacji, która została zrzucona do swapu, system nie przeniesie jej z powrotem do RAM-u, dlatego jej przywrócenie potrwa trochę dłużej (pamiętajmy o różnicy szybkości odczytu ze swapu, a ramu). Oczywiście cała sytuacja może ulegnąć zmianie po X minutach, kiedy androidowy task killer, zechce nam ubić coś, o czym zapomnieliśmy, a również siedziało sobie w ramie.

Osobiście jednak nie polecam aż tak zachwycać się swapem na komórce, głównie ze względu na szybkość zapisu i odczytu. W przypadku Androida, swap najczęściej możemy utworzyć na karcie pamięci telefonu, a te niestety nie grzeszą szybkością. Spadek wydajności w działaniu i uruchamianiu aplikacji może być zauważalny.

Pamięć wymiany w żaden cudowny sposób nie poszerzy pojemności układu pamięci RAM Twojego telefonu!

Swap polecam przetestować przede wszystkim osobom, które posiadają małą ilość pamięci RAM w komórce, a przy tym wymagają od niej dużej ilości uruchomionych aplikacji na raz, aby bez problemu się między nimi przełączać, a nie co chwilę włączać ponownie. W takim przypadku, mimo zastosowania swapu, czasowo i tak zyskujemy. Spica jest jednym z telefonów, gdzie możemy rozważyć uruchomienie pamięci wymiany, gdyż ~70MB wolnej pamięci dla użytkownika, to stanowczo za mało (przynajmniej w przypadku moich zastosowań; jeżeli tylko dzwonimy i sms-ujemy, sporadycznie przeglądamy Internet, czy raz na jakiś czas uruchamiamy jakąś aplikację, to zapomnijmy o swapie). Jeżeli posiadasz już około 150-200 MB wolnej pamięci, również wstrzymałbym się od swapu.

Dla swapu istnieje bardzo ciekawa alternatywa, nie spowalniająca aż tak systemu, poprzez transfer danych na kartę pamięci – ale o tym, w kolejnych wpisach.

Sprzedam smartfon Samsung Galaxy Spica (i5700)

18/07/2011 – 22:26

Sprzedam nieśmiertelną Spicę. Nie jest to telefon z wysokiej półki, wręcz z niskiej, jednakże jest to świetny model na zapoznanie się z funkcjami Androida. Sprzedaję go gdyż kupiłem sobie telefon z wyżej półki cenowej.

Podstawowe dane techniczne znajdują się na stronie Samsunga: klik.

Stan telefonu oceniam jako bardzo dobry. Bez zarysowań, upadków. Telefon nigdy nie serwisowany. W zestawie dostarczam również kabel USB, ładowarkę, kartę pamięci, dowód zakupu, gwarancję (pozostał jeszcze rok gwarancji!), instrukcję.

Cena do uzgodnienia.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt ze mną. Chętnie udzielę dodatkowych informacji.

 

// EDIT (21.07.2011)
Telefon sprzedany.