Praetorians – edytor map, mod imperial

30/08/2010 – 12:35

Ciekawe kto pamięta zacną grę zwaną Praetorians? Wydana już lata temu przez Pyro Studios, do dzisiaj trzyma poziom świetnej rozgrywki. Niemniej, wszystko byłoby super i fajnie gdyby jednak udostępniono oficjalnie edytor map. Producent niestety nigdy tego nie uczynił, dlatego przez dłuższy czas, wielu graczy było skazanych na domyślne misje, a z racji ich małej ilości, gra potrafiła szybko się znudzić nawet w trybie wieloosobowym.

Ta gra i u mnie miała swoje miesiące zauroczenia, głównie w dzieciństwie ;-), aczkolwiek dalej darzę ją sentymentem i raz na tydzień, dwa, zagram sobie z kuzynem jedną, dwie partyjki.

Kto oczywiście nie zna gry Praetorians, zastanawia się w tym momencie o czym ja gadam. Jeżeli należysz do takich osób, polecam lekturę Wikipedii na ten temat: http://pl.wikipedia.org/wiki/Praetorians. Natomiast troszkę zrzutów możemy znaleźć chociażby na Google Grafika (pragnę zwrócić uwagę, że zamieszczone tam screeny, są dość, hmm, marnej jakości – w rzeczywistości grafika w grze wygląda lepiej).

Wracając jednak do sedna notki. Niedawno natrafiłem na edytor map dla Praetorians. Napisany w C++, przy użyciu OpenGL. Edytor posiada dość sporo zaawansowanych funkcji, bardzo pomocnych przy tworzeniu porządnych map. Możemy wstawiać na mapę różne obiekty, począwszy od zwykłej flory i fauny, skończywszy na wielkich budowlach. Góry, wzniesienia, niziny, woda, rzeki, mosty, osady, budowle, itd., itd. – to wszystko umożliwia nam wspomniany edytor. Niestety, wielką jego wadą jest… Brak możliwości umiejscawiania wojsk – ale na to jest sposób, aczkolwiek bardzo pracochłonny. Strona domowa edytora: http://kwantum.mod-project.com/.

W jaki sposób można dodać wojska do mapy? Ręcznie edytując właściwości danej mapy. Jest to proces bardzo pracochłonny, głównie ze względu na fakt, że samemu trzeba domyślić się, jaką pozycję x i y na mapie nadać nowemu oddziałowi. W podobny sposób możemy dodawać wioski, różnego rodzaju budowle, maszyny oblężnicze – no po prostu cokolwiek. Co warte zaznaczenia, łatwo w ten sposób zmienić populację osady w dowolnej misji bądź mapie dla wielu graczy, bez żmudnego poprawiania jej w edytorze map, zaprezentowanego powyżej. Poradnik dotyczący edycji plików gry można pobrać stąd.

Warto wspomnieć jeszcze o świetnym modzie, który dość porządnie modyfikuje nam grę, dodając nam trzy nowe rasy, nową muzykę oraz całą masę nowych map. Mod jest obowiązkowy dla każdego, kto planuje jeszcze pograć w Praetorians. Download.

Mimo swojego wieku, gra działa bardzo dobrze na Viście. Natomiast na Linuksie… Niestety, mam złe wspomnienia z Praetorians i Wine. W bazie danych wine, można znaleźć sporo informacji na temat poprawnego działania tej gry. Wielu osobom działa ona znakomicie. Mi niestety na żadnej wersji wine, a testowałem dość wiele, nie udało się prowadzić normalnej rozgrywki. Gra się oczywiście uruchamia, natomiast podczas samej rozrywki, strasznie tnie. Może Tobie się uda?

Firefox – usunięcie paska tytułu + tytuł na pasku adresu = kolejne zaoszczędzone miejsce

20/08/2010 – 21:49

W swoim poprzednim wpisie „Firefox 3 – „karty na pasku tytułowym”„, przestawiłem w jaki sposób możemy zaoszczędzić kolejne miejsce na monitorze, pozbywając się paska tytułowego Firefoksa, dodając przy tym przyciski minimalizacji, maksymalizacji oraz zamknięcia programu, na pasek adresu.

Jedyną wadą, którą przedstawiłem w powyżej notce, jest brak widocznego tytułu aktualnie otwartej strony. Jako że często tytuł strony jest mi potrzebny, nie usunąłem belki tytułowej. Natomiast teraz, kiedy znalazłem dwa ciekawe dodatki do Firefoksa, belkę tę usunąłem.

Page Title in Status Bar – dodatek ten umieszcza tytuł aktualnie otwartej strony, na pasku stanu (czyli ten dolny).

Title in Address – rozszerzenie sprawia, że aktualny tytuł strony wyświetlany jest na pasku nawigacyjnym, w polu adresu strony. Krótko mówiąc: zamiast adresu URL, wyświetlany jest tytuł strony. Aby z powrotem wyświetlić adres URL strony, wystarczy kliknąć w polu adresu.

Oba rozszerzenia są równie dobre, aczkolwiek nie wskazuję bezpośrednio, któregoś z nich, bowiem wybór należy do ciebie – wedle gustu.

W przypadku dodatku Title in Address należy dokonać małej zmiany w jego pliku konfiguracyjnym, aby mógł pracować z Firefoksem w wersji wyższej niż 3.0.*. Opis jak tego dokonać, znajduje się na stronie dodatku. Dla leniwych, udostępniam poprawioną wersję dodatku: download.

Natomiast jeżeli chodzi o ukrywanie belki tytułowej, polecam dodatek: foxiFrame basic

Oto jak wygląda Firefox 3.6 z wymienionymi tutaj, włączonymi trzema dodatkami:

GMail Counter – powiadamiacz GMaila dla paska bocznego Windows

19/08/2010 – 13:46

Dawno nie było nic o Windowsie, tak więc…
{
GMail Counter jest ciekawym dodatkiem dla paska bocznego systemu Windows (testowałem na Viście, na 7 nie wiem jak wygląda sytuacja). W ustawieniach dodatku możemy wybrać wygląd ikony – co prawda, niby nic, a jednak mamy do wyboru całą masę stylów. Oczywiście takie podstawowe rzeczy jak interwał sprawdzania konta i inne duperele, również są.

Do wad na pewno należy brak obsługi etykiet – dodatek sprawdza pocztę tylko i wyłącznie dla katalogu „Odebrane”.
}

anyRemote – zarządzanie systemem przez komórkę

16/08/2010 – 20:45

anyRemote pozwala nam, jak tylko chcemy, zarządzać naszym systemem, z poziomu przysłowiowej komórki. Program może działać w dwóch trybach, ale chyba najpopularniejszym jest stworzenie serwera na komputerze w systemie. Jak wygląda łączenie się z naszym komputerem? Przez bluetootha, port podczerwienie lub przez Internet (również jest możliwość połączenia przez WiFi, ale osobiście testowałem tylko przez bluetooth).

anyRemote jest często używany do kontrolowania odtwarzacza audio/wideo z poziomu komórki. Prosty przykładzik z życia wzięty (mojego ;)). Idę spać, kładę się do łóżka (tak, tak, informatycy też śpią), ale zanim zasnę, chciałbym posłuchać przez trochę czasu muzyki. Przez ostatni czas, brałem po prostu myszkę do łóżka i zmieniałem sobie utwory, na mojej ogromnej liście odtwarzania, kursorem (na oko celowałem). Rozwiązanie nie jest złe, tym bardziej, że w momencie kiedy nie chcę dalej niczego słuchać, wyłączam pilotem sprzęt grający, a myszkę zostawiam w spokoju. Gorzej niestety z tym celowaniem, czasami musiałem podnieść głowę, aby zobaczyć jednak, gdzie jest ten kursor i przycisk „next”. Dawniej, za czasów kiedy korzystałem jeszcze z MPD i sonaty, korzystałem właśnie z anyRemote i bardzo chwaliłem sobie to rozwiązanie. W momencie kiedy zmieniłem komórkę i zacząłem korzystać z Amaroka, anyRemote odeszło u mnie w zapomnienie. Od dzisiaj, znowu kontroluję muzykę via bluetooth.

Bardzo polecam takowe rozwiązanie. Tym bardziej, że nie jesteśmy zmuszeni tylko i wyłącznie do zmieniania muzyki. Możemy samemu napisać plik konfiguracyjny dla programu, z odpowiednimi akcjami. Napisanie takiego pliku, nie zajmie nam dużo czasu. Na stronie domowej projektu, jest dostępny bardzo przyjazny poradnik. Poza tym napisanie konfiguracji jest dość proste, ze względu na jej prostą składnię. Co nie oznacza, że nie można korzystać z gotowców. Takich mamy do dyspozycji ponad 120!

Klienty napisane w Javie możemy pobrać ze strony domowej anyRemote. Znajdziemy tam także bardzo przystępną dokumentację. Polecam zapoznać się z aplikacją i jej możliwościami.

Jak wygląda w skrócie najprostsza i najszybsza konfiguracja anyRemote? Bluetooth w komputerze (czy to adapter za kilka złotych z allegro, czy to wbudowany w laptop), komórka z bluetoothem, następnie instalacja na komputerze demona bluetooth, narzędzi bluez, no i na koniec samego anyRemote + prostych nakładek graficznych (KanyRemote dla QT4 i GanyRemote dla GTK2). Dalsza konfiguracja jest bajecznie prosta – włączamy bluetooth na komórce, w nakładce graficznej szukamy i dodajemy urządzenie, a następnie wybieramy z gotowców plik konfiguracyjny. To wszystko. Prawda, że proste?

Wolfenstein 2009 – kilka słów o grze (działa pod Linuksem!)

14/08/2010 – 20:58

Dzisiejsza krótka notka będzie o grze Wolfenstein (2009), którą… Tak, tak, dostałem na tegorocznym HotZlocie 2010. Gra ta zyskała u mnie dwa duże plusy, ale i jeden minus. Jeżeli chodzi o punkty pozytywne, to jest to przede wszystkim zmuszenie mnie do przeczyszczenia laptopa (jako końcowe rozwiązanie problemu), jak również świetna grywalność (znakomita fabuła, o grafice i dźwięku już nie wspominając). Natomiast do minusów zaliczam fakt, że zabrała ona mi trochę czasu ;).

O co chodzi w tej grze? Jesteśmy, a jakże!, superbohaterem, który musi ocalić świat/miasteczko (?) przed inwazją nazistów. Smaczku grze dodaje okres II Wojny Światowej, ale również, co mnie z początku zmartwiło, elementy fantastyczne. Bronie, które tak naprawdę nigdy nie istniały, wymarła cywilizacja i drugi wymiar świata. Twórcom tej gry należy się medal za połączenie elementów fantastyki z realiami ostatniej wojny światowej.

Poza tym, co mnie miło zaskoczyło, gra korzysta z wielowątkowości na komputerze, w którym znajduje się procesor z taką funkcją :).

Muszę też pochwalić twórców za dobrą optymalizację gry. Gra działa na moim laptopie praktycznie na wysokich detalach (no dobra, „dwa suwaczki” są na średnio ;)). Natomiast grafika jest świetna, podoba mi się ona o wiele bardziej niż ta z Far Cry’a 2, którą również kiedyś zachwalałem; no ale co ważniejsze, grafika lepsza, a przy okazji – co się rzadko zdarza – mniejsze wymagania gry.

Fabuła jest ciekawa, ale nie zejdzie nam dużo czasu na przejście jej. Jeżeli ktoś jest sprawnym graczem, jeden cały dzień (24h mam na myśli), wystarczą aby przejść grę na poziomie trudnym. Ja ją przeszedłem na dwóch poziomach – normalnym i najtrudniejszym (bez kodów). Mimo że jest to typowa strzelanka, tak szybko się nam nie znudzi. No i oczywiście mamy do dyspozycji multiplayer, z którego nie miałem jeszcze okazji skorzystać.

Czy polecam grę? Aby zabić nudy – owszem. Ceny nie sprawdzałem, ale pewnie wysoka nie jest.

Jak jest z Wolfenstein’em na Linuksie pod Wine? Znakomicie! Działa bardzo dobrze nawet na średnich detalach. Nie zauważyłem przy tym żadnego artefaktu. Na wyższych nie sprawdzałem, bo moja karta graficzna się nie wyrabia na Debianie (ATI – a to wszystko wyjaśnia). Wersja Wine, pod którą testowałem to 1.1.32. Na końcu wpisu zaprezentuję zrzut ekranu na dowód działania gry pod Wine. W przypadku kiedy podczas jej uruchamiania, Wolfenstein będzie wymagał włożenia płyty do sprawdzenia oryginalności, mimo że mamy ją aktualnie włożoną, należy w konfiguracji wine (winecfg) dodać nowy nośnik danych, ze ścieżką gdzie zamontowano płytę DVD.

(screen przedstawia niskie detale)

Ext2Read – czyli „odczytajmy partycję EXT(2, 3, 4) pod Windowsem”

07/08/2010 – 13:48

Ext2Read jest bardzo ciekawym programem dostępnym dla Windowsa, który umożliwia nam odczyt plików i katalogów znajdujących się na partycjach z systemem plików EXT. Co lepsze, programu nie trzeba nawet instalować, uruchamiamy go z folderu, w którym go rozpakowaliśmy.

Do zalet Ext2Read należy przede wszystkim prostota obsługi i bardzo czytelny interfejs. Ponadto, nie musimy instalować w Windowsie żadnego sterownika do EXT.

Wady? Ano są. W momencie skopiowania plików, program czasami potrafi zaliczyć totalny crash. Ponadto, nie zauważyłem aby obsługiwał zapis plików na partycji EXT. No i najważniejsze… Transfer plików jest tragiczny, bardzo wolny, rzędu kilku MB, w porywach do kilkunastu.

Niemniej, jest to pierwszy program do odczytu danych z partycji EXT, który zagości u mnie na dłużej.

Polecam przetestować.

Intel SpeedStept Tech – skalowanie CPU, ale czy aby na pewno?

04/08/2010 – 21:50

W posiadanym przeze mnie laptopie MSI EX625, znajduje się procesor Intel C2D P8600 o maksymalnym taktowaniu 2,4 GHz. Procesor ten, jak i płyta główna wraz z BIOSem (nie wspominając już o Viście i Debianie), wspierają technologię wymienioną w tytule wpisu. Intel SpeedStept Tech odpowiada za… skalowanie częstotliwości procesora, a ściślej rzecz ujmując, zezwala na to systemowi bądź odpowiednim aplikacjom. Swoją drogą, po co aż tak szczególna nazwa dla takiej „drobnostki”?

Kilka miesięcy temu, grając jeszcze w Far Cry’a 2, zauważyłem spadek FPS’ów, z około 40-50 do 1-12. Spadek ten następował po około 15-30 minutach grania i utrzymywał się przez 5-10 minut, aby później znowu po początkowym okresie, spaść w dół. Denerwowało mnie to dość bardzo, więc… Przestałem grać w Far Cry’a 2 (a z racji, że przeszedłem go już parę razy, nie był to problem dla mnie ;)). Uznałem, że jest to błąd w grze po niedawnej jej aktualizacji (dziś wiem, że był to jedynie zbieg okoliczności), tym bardziej, że Fifa 08 i 10, a także pomniejsze gry takie jak Praetorians, Europa Universalis, Nexuiz, działały poprawnie.

Stosunkowo niedawno, grając na Linuksie w UrbanTerror, powtórzył się przypadek z Far Cry’a 2, czyli spadek FPS’ów po kilkunastu minutach grania, na kilka minut i tak w kółko.

Fakt ten, poważnie mnie zaniepokoił. Sprawdziłem sobie taktowanie procesora podczas owych spadków klatek i ujrzałem 800 MHz na każdy z rdzeni. Olałem problem, wymigując się brakiem czasu na jego rozwiązanie i/lub błędem w sterownikach.

Z czasem kiedy jednak zrobiłem dwie aktualizacje sterowników, zarówno na Viście jak i na Debianie, a problem nie ustawał, zacząłem się poważnie niepokoić. Oliwy do ognia dolał fakt, że problem ze skalowaniem zaczął występować nawet podczas odtwarzania filmów, czy zwykłej pracy na komputerze. Punktem kulminacyjnym stała się gra Wolfenstein (2009), którą dostałem na tegorocznym zlocie (HotZlot 2010). Podczas grania w nią, opisywany przeze mnie problem występował nagminnie, nie pozwalając mi na toczenie normalnej rozgrywki.

W końcu porządnie się wkurzyłem i wpadłem na pomysł wyłączenia w BIOSie możliwości skalowania zegara procesora. Po tej zmianie, taktowanie przez cały czas utrzymuje się na 2,4 GHz i działanie wszelkich gier i aplikacji, nie jest zakłócane.

Zastanawia mnie jednak fakt, gdzie tkwi ten problem. Niestety, podejrzewam, że na poziomie sprzętu. Dość dziwnym zbiegiem okoliczności byłby fakt, że zarówno w Windowsie i Linuksie, w tym samym czasie, występuje ten sam bug, prawda?

Wujek Google niestety w niczym mi nie pomógł. Skoro podejrzewam usterkę w sprzęcie, a nadmienię przy tym, że wszelkie sterowniki jak i BIOS są w najnowszych wersjach, napisanie do serwisu MSI pozostaje ostatnią deską ratunku. Tylko po co pisać do nich, skoro i tak zalecą odesłanie laptopa na gwarancję, a ja nie mam zamiaru znowu być bez sprzętu przez tydzień?