Powrót do dzieciństwa…

29/12/2009 – 01:20

28 grudnia 2009r. Przerwa świąteczna i te sprawy (BTW, Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku wszystkim!), tak więc mam dość sporo wolnego czasu do wykorzystania. Z racji, że większość znajomych siedzi w domach gapiąc się w telewizor bądź monitor, nie chcąc przy tym za żadne skarby wyjść z chaty, również i ja zostałem zmuszony do twórczego spędzania czasu w swoim zaciszu domowym (wszak ileż to można odwiedzać w kółko rodzinę?).

Niby fajna sprawa, siedzieć w domu i mieć potąd czasu, ale… Co tak właściwie wtedy można robić? Osobiście postanowiłem nie wysilać się umysłowo (dla tych co ogarnia teraz śmiech, przypominam, że od pisania programów, a w tym i algorytmów, też czasami mam ochotę odpocząć), więc pozostały mi tylko gry komputerowe (książek nie lubię czytać, chyba, że o programowaniu).

Nexuiz od razu na początku odpadł – przez rok grałem w to codziennie, czasami tylko 1-3 DM na dzień aby podtrzymać dobrą formę, ale ileż można? Fifa? Łeee, znudziła mi się już dawno (wszak również i w tym przypadku, nie odmawiałem sobie kilku meczyków dziennie). Far Cry 2? Trzeci raz przechodzić nie mam zamiaru…

Zajrzałem więc do pudła z płytami. Przeglądam gry, wręcz buszuję, no i widzę The Settlersów… Ale teraz, którą część wybrać? III czy IV? Dylemat został rozwiany w ciągu kilkudziesięciu minut, za pomocą dokładnej analizy obu gier, eliminacją wszelkich niedociągnięć, które mogłyby przeszkadzać w rozgrywce. Wygrała część czwarta, a trzecią odłożyłem do pudełka (notabene – w III grałem codziennie przez dobre 2 lata w dzieciństwie. Powaga!).

Zacząłem grać wyrywkowo w niektóre misje kampanii jak i mapy dla jednego gracza. Nie odmówiłem sobie także map losowych. Na multiplayerze nie grałem, uznając, że to strata czasu (brak F12 oraz możliwości zwiększenia szybkości gry, szybko zniechęcił mnie do tego trybu). Po wielu latach nie grania w tę grę, stwierdzam, że nie zapomniałem jak to się obsługuje, a wręcz przeciwnie! Rozgrywka szła mi zbyt dobrze, zbyt szybko, a przeciwnik był dla mnie zawsze za słaby (a od tylu lat myślałem, że moje umiejętności strategiczne w grach już bardziej rozwinąć się nie mogą…). Niestety, ubolewam nad brakiem wyższego poziomu trudności niż „normalny”, a tym samym, nad bardzo niskim AI komputera. Szkoda, że twórcy nie postarali się bardziej w tej dziedzinie, wszak stworzenie mapy, w której przeciwnik zaczyna z 400 żołnierzami, a ja tylko 20, to nie rozwiązanie, kiedy wróg nie stosuje żadnej taktyki walki, idąc po prostu na ślepo kiedy ja go wiecznie rozwalam łucznikami. Jest to największe niedociągnięcie jak dla mnie. Innych, drobniejszych, nie wymieniam, gdyż nie wpływały aż tak znacząco na rozgrywkę.

Tak więc pograłem sobie niecały tydzień i dzisiaj stwierdzam – wystarczy. Za chwilę pójdę spać, rano wstanę, zjem śniadanie i chyba pójdę się przejść do lasu, zastanawiając się, jak to spędzić kolejne dni…

Poniżej przedstawiam kilka screenów z gry, które sam robiłem. The Settlers IV działa bardzo dobrze na WINE, bez żadnego problemu.

Ach, ten powrót do dzieciństwa…

Napisz komentarz